czwartek, 13 listopada 2014

Zabawa w ... DOŚWIADCZANIE DOBRA :)

"Jeśli doświadczyłeś jakiegoś dobra, nie zatrzymuj go dla siebie, ale jak najszybciej podaj dalej...zrób 'coś' dobrego dla innych, w ten sposób dobra będzie coraz więcej i coraz mniej miejsca na zło. Tam gdzie ludzie doświadczają dobra, radzą sobie nawet z najtrudniejszymi sytuacjami. Tam gdzie zło się panoszy, ludzie pozbawieni są nadziei" /z sekretnego notatnika pewnej dobrej osóbki :)/

Miniony weekend był dla nas bardzo intensywny w doświadczanie dobra od innych. To naprawdę cudowne uczucie być w taki sposób obdarowywanym, bezinteresownie i z wielką szczerością otrzymywać tyle dobra. Daje to moc do dzielenia się tym dalej. 

Ale od początku. Pierwszym przystankiem naszej podróży był Chochołów. Tam, w domu rodzinnym szwagra, zostaliśmy przyjęci z wielkim sercem. Czuliśmy się jak u siebie, choć to była nasza druga wizyta w życiu. Wszyscy byli dla nas jak najbliżsi, z każdym można było porozmawiać, uśmiechnąć się, usłyszeć dobre słowo. Poznaliśmy baranki i krówki, karmiliśmy i głaskaliśmy. Nawet dzwoniliśmy starym dzwonem i wołaliśmy "bazia bazia" na baranki, które całym stadem do nas biegły. Dla dziewczynek była to wielka frajda.
 Docelowym miejscem naszej wyprawy w tamte strony była Klinika Ortopedii. Tam zupełnie obca nam osoba, rodzina rodziny, pomagała nam dostać się do lekarza, prowadzała po całej klinice, biegała na badania, złoty bezinteresowny człowiek! I choć tam nie otrzymaliśmy najlepszych informacji, to dobro i wsparcie od innych pomaga trzymać się w ryzach i wszystko jakoś sobie układać :) 



Później odwiedziliśmy babcię Anię i ciocię Emilkę oraz resztę rodziny.  Dziewczynki były przeszczęśliwe, chodziły z babcią do sklepu po pieczywo, do pieska i po prostu na spacer. Rodzice w tym czasie odpoczywali :) Cudownie i rodzinnie spędzony czas jest naprawdę nieoceniony, zwłaszcza gdy na co dzień widzi się mamę/babcię jedynie na ekranie monitora. Gdyby tak można było wejść do piekarnika i przetransportować się na drugi koniec Polski w kilka sekund :)


Udało nam się odwiedzić wspaniałe gospodarstwo "Borowiecka Łąka" gdzie powstają przepyszne kozie sery, jedne z najlepszych w Polsce, wielokrotnie nagradzane i doceniane.  Pani Jola oprowadzała nas, opowiadała o wszystkim z wielką pasją i zaangażowaniem jak wiele pracy, ale i serca wkłada w to wszystko.  Dziewczynki mogły się nawet poprzytulać do jednej kózki. A my zostaliśmy obdarowani pysznościami za co ogromnie dziękujemy! 















Dużą radość sprawiły nam odwiedziny u maleńkiej Zosi  i jej świeżo upieczonej mamusi :) Pamiętam jakby to było wczoraj, gdy w podstawówce układałyśmy buty do drzwi wróżąc sobie, która pierwsza wyjdzie za mąż, czy jak rozmawiałyśmy o tym, ile będziemy miały dzieci, ale to przecież było takie odległe, a teraz obydwie zamężne i już obydwie z dziećmi :) Jak ten czas szybko płynie :)

No i spotkanie po latach... spotkanie z przyjaciółmi, którzy na kilka lat zniknęli. Spotkanie, które mogłoby się nie kończyć, bo tyle do opowiedzenia się nazbierało. Spotkanie, które pokazało jak wiele nas łączy i jak silne są więzi przyjaźni, nawet gdy na jakiś czas uśpione. 

Oczywiście nie obyło się bez zabawy w gotowanie :)








Tyle dobra w jeden weekend... :)




4 komentarze:

  1. Wooow widzę że spędziliście ten wolny czas bardzo aktywnie ;)dziewczynki cudne;;)ciocia olik

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudnie spędzony czas :) i zazdroszczę odwiedzin u Zosi ja tez juz bym chciała ja zobaczyć, ale póki co oglądam na zdjęciach i musze czekać do maja :) a ja pamiętam nasze rozmowy na karteczkach na biologi, mam je w pamiętniku :) ale ten czas leci.... buziaki dla was!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zosieńka jest cudna :) taka maleńka, że jak weszłam do pokoju nie zauważyłam, że gdzieś tam w kocyku w łóżeczku smacznie sobie śpi :) hehe :) aaa karteczki pamiętam!!:) naprawdę je masz? :) czas ucieka jak szalony! ściski! :*

      Usuń
    2. Mam, mam :) Chyba nawet tu w UK :) Jutro zobacze czy są, jak są wyślę CI ich zdjęcia haha :P Buziaki :*

      Usuń