poniedziałek, 6 listopada 2017

...

Nic w życiu nie jest ważne. Nie liczy się nic oprócz tego, że MAMY SIEBIE. .że żyjemy...że możemy być razem. Chociaż czasami niektóre zdarzenia sprawiają że człowiek zaczyna się zastanawiać ile to życie jest warte i czy w ogóle warto żyć...w jednej chwili jesteś i uśmiechasz się a w drugiej może Cię już nie być...i to co do tej pory stworzyłeś/łaś zostaje...dwójka małych dzieci, kochający mąż... Piszę o tym choć nadal w to nie wierzę...bo gdy nagle znika ktoś tak młody, ktoś kogo dobrze znasz, czujesz sie jak w jakimś filmie...w jakiejś cholernej ukrytej kamerze i masz nadzieje ze zaraz to się skończy, wszystko będzie jak dawniej...ale...nie będzie. Już nigdy nie będzie jak dawniej.

Każdego dnia budzimy się z myślą, że przed nami kolejny dzień. Pełen planów, załatwień, ważnych rzeczy do zrobienia. Pędzimy przed siebie nie zdając sobie sprawy z tego, że każda z przeżytych chwil może być tą ostatnią. Od kilku dni, na każdą z chwil tak właśnie patrzę. Dlaczego tak to jest, że dopóki nie wydarzy się tragedia, człowiek tak naprawdę nie potrafi cenić chwili. Wydaje nam się tylko, że to potrafimy. Piszemy i mówimy o tym jak bardzo jest to ważne, jak bardzo będziemy się starać i planujemy być szczęśliwi, zadowoleni, nie zamartwiać się już, nie złościć. Ale to wciąż umyka, Tłumaczymy się przed sobą i na nowo zaczynamy próbować. Dlaczego to takie trudne ? Może dlatego, że nie jesteśmy świadomi jak kruche jest życie, jak szybko potrafi się zawalić, jak w jednej krótkiej chwili może umknąć.


Kilka dni temu młode małżeństwo wyszło na zakupy, małżeństwo szczęśliwe, kochające się ponad wszystko, uważające się za najszczęśliwsze i cieszące się sobą i dziećmi. Małżeństwo stawiające życie rodzinne ponad wszystko, zamknięte na spotkania z innymi tylko dlatego, by cieszyć się wspólnymi chwilami i czerpać z  nich jak najwięcej. Zdrowi, pełni nadziei i planów na przyszłość. I nagle świat im się zawalił. Zwykłe omdlenie wydawało się być poważne, ale nie tragiczne w skutkach. W kilka godzin zniknęła z tego świata wiecznie uśmiechnięta, ciesząca się życiem i czerpiąca z niego na maxa osoba. Zniknęła zostawiając wszystko i wszystkich. Męża, dzieci, rodzinę, przyjaciół oraz ogromny ból w ich sercach. Ogromne niezrozumienie i wieczne pytanie "dlaczego" ? Dlaczego teraz, dlaczego los okazał się taki okrutny ???

Najgorszy w tym wszystkim jest ten strach, który budzi się w człowieku. Na co dzień wydaje nam się, że nic nam nie grozi, że to niemożliwe że Bóg nie może pozwolić na to  by nam się coś stało, by coś złego spotkało naszych najbliższych. A jednak tak nie jest. Życie jest kruche, ogromnie kruche i każda chwila może być tą ostatnią. Dosłownie każda.


Od tych kilku dni patrzę na świat zupełnie inaczej. Idę przez życie z większą rozwagą, idę przez nie pamiętając o tym jak szybko potrafi się skończyć. Nie chcę iść przez nie w strachu, chcę nauczyć się cieszyć się każdą chwilą szczerze, starać się by każdy gest, który mógłby być tym ostatnim, był miły, ciepły, pełen dobra, miłości, szacunku. By mąż i dzieci nie tylko wiedzieli, ale przezde wszystkim czuli jak bardzo ich kocham, jak bardzo są dla mnie ważni. By wiedzieli, że są całym moim życiem. By byli pewni, że jeśli i mnie kiedyś zabraknie będę ich Aniołem.


Wierzę, że Asia jest teraz Aniołem. I choć serce jeszcze napełnione jest niezrozumieniem, mam nadzieję, że kiedyś stanie się to dla Nas jasne. 


Chcę żyć pełnią życia, by jej śmierć nie poszła na marne. By była przełomem, by przetarła zaślepione oczy, by dała owoce. I mimo, że na chwilę obecną brzmi to bardzo absurdalnie, to naprawdę bardzo tego pragnę!

3 komentarze:

  1. Bardzo smutno czytać o takiej śmierci... w ogóle o śmierci.
    Nie ma lepszej, czy gorszej śmierci, każda jest niespodziewana nawet gdy wie się, że ktoś umiera.
    Z perspektywy doświadczeń myślę jednak, że dla bliskich, dla dzieci, mniej obciążająca jest śmierć nagła rodzica niż obserwowanie latami jak druga osoba, pomału zabierana jest np. przez jakąś chorobę. Ja niestety pamiętam moich rodziców już głównie jako tych chorych, oczekiwanie na to co nieuniknione było najtrudniejszym okresem mojego dotychczasowego życia.
    Warto czerpać z życia pełnymi garściami tu i teraz. Kochać, pokazywać, ze się kocha, żyć tak jakby każdy dzień mógł być tym ostatnim.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ewelina przykro mi bardzo... Wyrazy współczucia... Wpis piękny, bardzo poruszający... Mi również dał do myślenia. Że liczy sie tylko TU i TERAZ. Szkoda tylko, że tak często o tym zapominamy. Pozdrawiam Cię serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Pani Ewelinko bardzo piekny i wzruszajacy wpis.To prawda czlowiek jest a nagle go niema.Wystarczy chwila, moment zeby nasze zycie sie skonczylo😞😞😞😞😞😞😞😞.
    Dlaczego zycie nas zaskakuje, trzeba zyc tu i teraz cieszyc sie kazda wspolna chwila.
    Ja wierze ze Asie Anioly poniosly do Nieba bram.
    Zostanie w naszych wspomnieniach, sercach😞😞😞😞😞😞.

    OdpowiedzUsuń