poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Zabawa w... DESER Z BATATÓW I AWOKADO Z ŚMIETANKĄ KOKOSOWĄ! :)

Kłótnie. Wiecie, że ze statystyk wynika, że częstotliwość i natężenie kłótni w małżeństwie wzrasta wraz z narodzinami pierwszego dziecka ? Nie wiem ja wy, ale my zdecydowanie jesteśmy idealnym przykładem potwierdzającym te statystyki. Niestety i stety właściwie.  Bo czy życie bez kłótni nie byłoby nudne? A tak poważnie kłótnie zdecydowanie są potrzebne w związku. Fakt my czasami przeginamy, ale przecież w kłótniach najlepsze jest godzenie się, więc czasem może warto :)

A tak poważnie. Kłótnie naprawdę są niezbędne. I wiecie co? Chyba nie uwierzę, jeśli ktoś z was powie, że się nie kłóci. Chociaż kiedyś i my tak mówiliśmy. Idealny związek, ona biegała za nim, zapatrzona, przytakująca na wszystko, pragnąca tego samego, szalona, oszalała wręcz na jego punkcie, więc co mogłoby być nie tak, po co się kłócić, nie zgadzać, przeczyć czy po prostu walczyć o swoje. A jednak przyszedł taki czas i dobrze! Podczas kłótni docieramy się, poznajemy nasze pragnienia i otwieramy się. W czasie kłótni mówimy szczerą prawdę, emocje szaleją, nie ma miejsca na rozmyślania i hamulce. Jasne, czasami powiemy za dużo, może niepotrzebnie lub coś nieprawdziwego, tylko ot tak by sobie dogryźć. Ważne jest jednak by czytać między wierszami, by mimo wszystko spojrzeć na siebie z miłością i dostrzec to co ważne, zrozumieć, wybaczyć i ... pogodzić się :)

Kłótnie uczą, udoskonalają, uczą szczerości i pokory. Ale takie zdrowe kłótnie. Bardziej sprzeczki może, ale takie z pazurem! :)

***

Niedziela. Niby zwyczajny dzień z ustalonym rytmem. Śniadanie, mycie, ubieranie, Msza Święta, obiad, zabawa, sen. Niby takie proste, a jednak u nas zawsze dzień kłótni typowo małżeńsko - dziecięcych ,  dzień pośpiechu - bo dzieci nie ubrane, bo się spóźnimy do kościoła, bo obiad nie ugotowany, bo oglądać coś czy bawić się, bo ... po prostu pierdoły. A ta niedziela jakaś wyjątkowa, bez kłótni, bez sprzeczek, chiloutowa, odlotowa, wesoła, szalona i niebanalna z niebanalnym, pysznym , spontanicznym deserem, który miał być ciastem, ale stał się tym pysznym, łechcącym podniebienia wszystkich rajem! :) 












Ktoś tu UWIELBIA bataty ! :)





Takie podlizywanie kojarzy mi się z pięknym dzieciństwem! :)



Mama ma chwilę na relaks :)




Składniki:

1 duży batat
1 dojrzałe awokado
1-2 łyżki miodu
2 łyżki gorzkiego kakao

mleczko kokosowe 400 ml (schłodzone)
2 łyżki cukru pudru

płatki migdałowe do podania

Przygotowanie:

Batata obieramy, kroimy w kostkę i gotujemy do miękkości ok, 20 minut. Awokado obieramy ze skórki i wyciągamy pestkę. Batata i awokado miksujemy blenderem na gładką masę, dodajemy miód i kakao i nadal miksujemy blenderem. Próbujemy i ewentualnie dosładzamy miodem. Tak przygotowany mus przekładamy do szklaneczek i wkładamy do lodówki. Stałą część mleczka kokosowego i cukier puder przekładamy do miski i ubijamy na sztywno. Przekładamy do szklanek z musem czekoladowym i posypujemy płatkami migdałowymi. 


SMACZNEGO! :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz