czwartek, 2 kwietnia 2015

Zabawa w ... SERNIK JAGLANY NA ZIMNO! :)


Chyba i na mnie w końcu przyszedł czas by napisać co nieco o "Face-bogu". Na każdym kroku spotykam się z deklaracjami internetowych matek i choć ja nie należę do osób, które składają oficjalne deklaracje przed wszystkimi i nie zamierzam tego robić, to fakt - zauważam ten problem również u siebie. To osławione "Zaraz, za chwilkę, już idę" słyszę ze swoich ust wielokrotnie, i za każdym razem dręczą mnie przy tym wyrzuty sumienia. Jednak zawsze jeszcze opuszkiem palca sprawdzam maila, bloga, facebooka - nie daj Boże jak pojawi się czerwone kółeczko sygnalizujące nową informację przepadam na nowo. Nie jest to nic dobrego, nic miłego, a jednak taki moment, chwila, sekunda dla siebie - szkoda, że tak bardzo toksyczna i uzależniająca. Sama odpędzam dziewczyny od komputera, od bajek, od "oglądania" piosenek. Gier nawet jeszcze nie znają, chyba nawet nie wiedzą, że takowe istnieją i cieszy mnie to ogromnie, jednak sama ślęczę i gapię i dokarmiam uzależnienie. Nie mam zamiaru składać oficjalnych deklaracji czy użalać się nad losem moich dzieci. Jeśli kiedykolwiek podejmę wyzwanie życia bez internetu - przynajmniej za dnia - będę wiedziała o tym ja i ci których to dotyczy - moje dzieci i mój mąż. Pomyślicie pewnie, że się boję. Owszem - bo co jeśli nie dotrzymam słowa? Nie dość, że będę świeciła oczami przed samą sobą to jeszcze przed wieloma innymi osobami? Oj nie, dziekuję :) Pomyślicie, że jestem tchórzem i nie potrafię? Może tak jest. Pomyślicie znów, że po prostu nie chcę tego, a się wymądrzam? Może i to jest prawda, może muszę do tego dojrzeć, by była to decyzja nie z nacisku i mody jakie teraz panują, a z głębi mnie.

***

Nadeszły Święta, a wraz z nimi jak zawsze nie to co najważniejsze, ale to co mimo wszystko zawsze stawiamy ponad wszystko - szaleństwo w kuchni! Życzę wam byście naprawdę poszaleli, byście dali upust swoim kulinarnym pragnieniom, ale i byście zwariowali na punkcie istoty tych Świąt - abyście radowali się w tym wszystkim Zmartwychwstaniem Jezusa! :)

Na moim rodzinnym stole nigdy nie było paschy, a przynajmniej ja nie pamiętam :) Tym razem jednak pojawi się na pewno! Paschą będzie ten sernik na zimno :) Inspirowany smakiem z dzieciństwa, smakiem sernika, który robiła moja mama chrzestna i który kochałam ponad wszystko! :) Ten mój sernik różni się jedynie tym, że jest bez sera :) Smak jest niemalże identyczny! :) Spróbujcie, a zakochacie się w nim po uszy! :)




















Składniki:

Spód
1 szklanka orzechów włoskich
1/2 szklanki mieszanki daktyli i żurawiny

Masa
2 szklanki ugotowanej kaszy jaglanej
stała część z mleczka kokosowego (400ml)
1-2 łyżeczki ekstraktu waniliowego
2-3 łyżki cukru
1/4 szklanki wiórków kokosowych
Dodatki: 1/4 szklanki rodzynek, 1/3 tabliczki gorzkiej czekolady drobno posiekanej

Galaretka
400 ml soku
3-4 łyżki wody
2 łyżki cukru
30 g żelatyny

Przygotowanie:

Spód: Daktyle i żurawinę zalewamy gorącą wodą i moczymy przez 15 minut. Orzechy miksujemy na pył. Dodajemy odsączone owoce i miksujemy na gładką, lepiącą się masę. Wykładamy spód naczynia i dokładnie ugniatamy zwilżonymi dłońmi. Wkładamy do lodówki.
Masa:Wszystkie składniki masy, oprócz dodatków wrzucamy do miski i blendujemy na gładką masę.  Próbujemy i oceniamy smak. Ewentualnie dodajemy cukier. Dorzucamy dodatki i dokładnie mieszamy. Masę wykładamy na spód i wstawiamy do lodówki.
Galaretka: Sok, wodę i cukier wlewamy do rondelka, zagotowujemy. Dodajemy żelatynę i dokładnie mieszamy aż się rozpuści. Delikatnie studzimy. Lekko stężałą wylewamy na masę i zostawiamy w lodówce na noc.

/przepis na galaretkę pochodzi z książki "Najlepsze przepisy dla całej rodziny" G.Łapanowski i M.Sobczak/


SMACZNEGO I WESOŁYCH ŚWIĄT!!!

1 komentarz: